TADŻYKISTAN cz. 3. - GÓRY FAŃSKIE

Góry Fańskie. Źródło: archiwum autora

Fragment artykułu, który ukazał się w czasopiśmie "Góry".

Zostało nam parę dni do odlotu, postanowiliśmy więc wykorzystać ten czas na trekking w Górach Fańskich, będących częścią pasma Zarafszan. Jak się okazało na miejscu, jest to popularny, zwłaszcza wśród Rosjan, rejon wspinaczkowy. Góry te znajdują się tylko dwie godziny jazdy samochodem z Duszanbe. Nasz plan zakładał przejście doliną rzeki Pasrud, wejście na przełęcz Kaznok (ok. 4000 m n.p.m.), zejście do doliny o tej samej nazwie i przedostanie się nad jezioro Iskanderkul.

Rejon Gór Fańskich jest wilgotniejszy niż Pamir, a co za tym idzie – latem bardziej zielony. Mijaliśmy nawet pojedyncze drzewa, których poprzednio nie spotykaliśmy w ogóle. Dolinę Pasrudy większość turystów pokonuje wynajętymi samochodami, dojeżdżając do bazy turystycznej na około 2700 m n.p.m. My jednak postanowiliśmy przejść ją pieszo, dzięki czemu mieliśmy szansę obserwować życie pasterzy. Trafiliśmy akurat na okres sianokosów i robienia zapasów na zimę.

Po prawie dwudziestokilometrowym marszu dotarliśmy do końca drogi, gdzie znajduje się wspomniana turbaza – miejsce wypadowe wielu wycieczek. Dalej można już tylko iść pieszo. Posililiśmy się u Aliego, poznanego wcześniej właściciela czajchany, i wyruszyliśmy dalej. Nocleg spędziliśmy nad jeziorem Alaudin. Jest to swego rodzaju base camp dla licznych grup atakujących okoliczne szczyty. Następnego dnia, zgodnie z planem, zdobyliśmy przełęcz Kaznok. Jednak dojść do Iskanderkul nie było nam dane. Tuż przed końcem zejścia do doliny głównej, nasza ścieżka zamieniła się w stromą ścianę, nad którą znajdowało się stanowisko zjazdowe. My natomiast odpowiedniego sprzętu nie mieliśmy, tak więc niepocieszeni musieliśmy zawrócić. Od spotkanych Rosjan wiedzieliśmy, że z przełęczy Kaznok sprowadzają dwie drogi, łatwiejsza i trudniejsza (takiej informacji nasza mapa nie uwzględniała). Być może trafiliśmy na tę bardziej wymagającą, zbliżał się jednak termin odlotu, nie mieliśmy więc czasu na eksperymenty. Tą samą drogą wróciliśmy do wioski Pasrud, a stamtąd samochodami do Duszanbe.

Autor: Monika



Zdjęcia pochodzą z archiwum autora.

Komentarze